1. Sprawdziłaś kiedyś teorię "przez żołądek do serca"? Jeśli tak to czy udało Ci się uwieść drugą osobę?
Z tego co pamiętam, to nie zdarzyło mi się wprowadzić tej teorii w praktykę. Czasem coś tam upichciłam (ciasta mi jakoś wychodzą), żeby trochę zabłysnąć, połechtać swoje ego i oczywiście, żeby sprawić drugiej osobie przyjemność, ale nie miałam na celu jej uwieść, bo jakże bym mogła, nie mając pojęcia o afrodyzjakach działających zarówno na żołądek, jak i na serce. Zresztą, marna ze mnie uwodzicielka, zwłaszcza w gotowaniu, w którym jestem kompletną ofermą.
2. Jakie byłyby Twoje 3 życzenia do złotej rybki, jakbyś ją złapała?
Jeść kawior, pić szampana i spać na pieniądzach do końca życia.
Oczywiście, żartuję :) Moje życzenia byłyby bardziej przyziemne, ale trochę ich jest, więc muszę się chwilę zastanowić. Ale przede wszystkim...
I: Chciałabym kochać i być kochaną do końca życia przez jednego mężczyznę. Tak, jestem naiwna i mimo wszystko ciągle wierzę w prawdziwą miłość aż po grób, zwłaszcza, gdy patrzę na swoich rodziców. Poza tym... ostatnio rodzina zaczęła być dla mnie sensem życia, do niedawna w ogóle o tym nie myślałam, ale teraz rozumiem dlaczego jest najważniejsza. A o prawdziwą, szczęśliwą i kochającą się rodzinę jest bardzo ciężko.
II: Chciałabym, żeby moi rodzice, bliscy i przyjaciele byli zdrowi i zawsze mieli u boku kogoś, kto im pomoże bez względu na wszystko. Kiedy u nich wszystko będzie dobrze, to i ja będę szczęśliwa.
III: Nie chcę być bogata, ale chciałabym, żeby nigdy nie zabrakło mi na chleb, żebym mogła żyć jak należy i spełniać marzenia (niestety do zrealizowania większości potrzebne są pieniądze). Tak, jestem trochę materialistką, ale wiem, że pieniądze mimo, iż nie są najważniejsze, to są potrzebne do życia.
3. Twoja największa słabość...?
Ogólna forma tego pytania jest mi jak najbardziej na rękę, więc tak... mam tendencję do nadmiernego rozmyślania o życiu, nad którą chyba nigdy nie uda mi się zapanować.
Zawsze się denerwuję, boję, stresuję lub martwię. Na przemian, a w najgorszym wypadku, wszystko na raz. Dzieje się tak zwłaszcza, gdy wcale nie powinnam. I to jest największa słabość. Silniejsza ode mnie.
Lubię piwo i to bardzo. W tym przypadku przejawiam cechy męskie, ale jakoś specjalnie mi to nie przeszkadza. Najbardziej gustuję w desperadosach.
4. Jesteś rannym ptaszkiem czy nocnym markiem?
Szczerze, ciężko stwierdzić. Chociaż nie... rannym ptaszkiem nigdy nie byłam, nie jestem i na pewno nie będę. Przecież ja tak bardzo celebruję możliwość wylegiwania się w łóżku jak najdłużej. Co do nocnego marka, to tu mam niewiadomą, bo co to właściwie znaczy? Najwcześniej kładę się o 22, najpóźniej o 2-3 nad ranem (nie mam na myśli imprez, bo wtedy zdarza się jeszcze później, wiadomo), a kiedy już się położę to minie godzina albo dwie zanim uda mi się zasnąć. W międzyczasie słucham muzyki, żeby sen przyszedł szybciej i żeby odpłynąć sobie w ten mój piękny raj, za którym tęsknię całymi dniami.
5. Skąd bierzesz inspiracje na swojego bloga?
Inspirację mogę znaleźć wszędzie. Największą są ludzie, ich uczucia, relacje międzyludzkie, postrzeganie świata, styl bycia i moje własne życie. Czasem wystarczy jakieś słowo z ust bliskiej osoby, jakiś pogląd, który sprawi, że w mojej głowie pojawi się tysiąc myśli wartych zapisania. Czasem wystarczy widok padających promieni słońca na pachnący jesienią park albo wyjście na wino z przyjaciółką, Czasem wystarczy spojrzenie na kogoś lub na coś, jakiś cytat, tekst piosenki, dźwięk, film, (nie)zwykłe wspomnienie. Mogłabym wymieniać bez końca. To po prostu jest moment, iskra i już wiem. Jak nagłe przyspieszenie bicia serca. Życie jest piękne, ludzie są piękni, ich historie są piękne i to jest właśnie skarbnica inspiracji.
6. Wolisz obcasy czy adidasy?
Z reguły stawiam na wygodę, ale wolę obcasy. Nie chodzi mi tu stricte o szpilki, bardziej o koturny albo słupki, ale kto by tam na nazewnictwo zwracał uwagę. Lepiej się w nich czuję, dzięki nim moja sylwetka jest bardziej proporcjonalna, a kilka cm więcej dla mojej osoby jest jak najbardziej wskazane.
7. Kawa czy herbata?
Zdecydowanie herbata. Koniecznie w ulubionym kubku (a mam ich mnóstwo!) i koniecznie z cytryną, zwykłym niezwykłym składnikiem. Mimo, że kawę też lubię, to jednak herbata wygrywa bez żadnego cienia wątpliwości.
8. Makaron czy ryż?
Zróbmy wyliczankę. Siekiera, motyka, bimber, szklanka... dobra, pomidorową preferuję z ryżem, uwielbiam gulasz z ryżem, ale makaron jest dla mnie number one, ale tylko prosty, to znaczy nitki. Zwał jak zwał, mniejsza o to. W końcu makaron to makaron, bez względu na rodzaj.
9. W ludziach cenię...
Przede wszystkim szczerość i empatię, umiejętność zrozumienia drugiej osoby, nawet jeśli ma się inne poglądy. Lubię, gdy ludzie nie udają nikogo, są sobą mimo wszystko, gdy są godni zaufania, mają ambicje, dążą do celu, nie poddają się. To trochę trudne pytanie, bo tak naprawdę każdy człowiek jest inny, ma swoje wady i zalety, dzięki czemu tworzy jakąś indywidualność, a ja bardzo wiele rzeczy cenię w człowieku, jednak co cenię bardziej lub mniej zależy od tego, jaki ten człowiek jest. I może właśnie ta indywidualność jest kluczem, najważniejszym punktem tej odpowiedzi.
10. Twoje ulubione wspomnienie z dzieciństwa...
Nie mam jakiegoś szczególnego wspomnienia, które wyryłoby mocny ślad w moim sercu. Całe dzieciństwo było wspaniałe, mimo różnych złych momentów. Jedyne co przychodzi mi do głowy, to zdjęcie, na którym pozuję razem z bratem, w biało-różowej sukience, a w tle widać bajkowy ogród, pełen przeróżnych, kolorowych, pięknych kwiatów, ogród, za którym teraz tak bardzo tęsknię. Przypomniały mi się też chwile, gdy co niedzielę z tatą oglądałam w telewizji "disco relax", byliśmy niewiarygodnymi fanami tego programu. Teraz, mimo iż kocham rocka i reggae, wiem, dlaczego nie czuję nienawiści do disco polo i dlaczego jestem w stanie znieść tę muzykę, gdy mój brat non stop puszcza ją podczas jazdy samochodem. A może po prostu jestem tolerancyjna na wszelakie rodzaje muzyki.
11. Jaką książkę możesz polecić na jesienne wieczory?
Odkąd skończyłam szesnaście lat przestałam czytać książki dla przyjemności, towarzyszyły mi tylko lektury szkolne. Jednak postanowiłam to zmienić, bo w książkach tkwi tyle magii, jakiej nie można sobie wyobrazić. We wrześniu zaopatrzyłam się w upragnioną książkę Piotra Adamczyka, która idealnie pasuje do jesiennej melancholii, warto więc usiąść z kubkiem gorącej herbaty, otulając się kocem i pozwolić sobie przenieść w zupełnie inny świat, jakim jest "Dom tęsknot". Opowiada on o pewnej wrocławskiej kamienicy, która aż kipi tęsknotą na wszystkie możliwe strony. Tęsknotą za wolnością, szczęściem, spokojem, miłością... nawet nie jestem w stanie tego opisać. Zresztą, nie jestem dobra w recenzowaniu, a dobra książka obroni się sama, więc przytoczę kilka jednych z najpiękniejszych słów.
"Nie wiem, dlaczego ludzie mówią, że cuda się nie zdarzają. Przecież ty mi się zdarzyłaś."
"Moje wymarzone miejsce na ziemi nie ma stałych
współrzędnych geograficznych, przesuwa się wraz z tobą i jest dokładnie
między twoim lewym ramieniem i uchem."
"Powiedz, że mnie kochasz, to krótkie zdanie, wypowiedz je jak zaklęcie, a zrobię sobie z niego tatuaż w samym środku serca."
"Czasami człowiekowi się wydaje, że idzie ulicą marzeń, a przy jej końcu okazuje się, że to ślepa uliczka."
"Tęsknota to piękne uczucie. Podobne do
miłości, ale smutniejsze. Tęsknota to takie uczucie jak smutna
miłość. Uczucie rozpamiętywania tego, co było najpiękniejsze, i
zapominania tego, co było złe. Przypominania sobie rzeczy, które w ogóle
się nie zdarzyły, i życia z nadzieją, że jeszcze się kiedyś powtórzą."
"Tęsknota lepsza jest od samotności, bo w
tęsknocie jest się we dwoje, choć tej drugiej osoby w tej chwili nie ma.
Tęsknota za czymś, co się na pewno stanie, za kimś, kto na pewno
przyjdzie, jest radosną tęsknotą."
"(...) i nagle jedno wiem już na pewno i zapamiętam to na całe życie - że tęsknić można nie tylko za czymś, co zdarzyło się dawno, lecz także za tym, co było przed chwilą."
"Powieść, podobnie jak kobieta, powinna pozostawiać uczucie niedosytu - dobre historie kończą się tam, gdzie chciałbyś je zacząć."
A na koniec, żeby nie było aż tak romantycznie...
"Wydawało mi się dziwne, że wszyscy po kolei odwracają się do siebie tyłem, każdy z własnego nieznanego innym powodu, i patrzą w dal, jakby wzrokiem szukali pocieszenia u kogoś, kogo w tej dali nie ma. A może jest, ale jeszcze dalej, niż można z okna zobaczyć, i oni patrzyli w tę dal jeszcze dalszą, dla pozostałych niewidoczną."
"Najgorsze było jednak to, że coś złego działo się także w naszej rodzinie. Coś nienazwanego jeszcze, niewypowiedzianego, czającego się na razie poza słowami. Coś, co było dopiero w intuicji, tonie głosu i coraz częstszym zniecierpliwieniu. Zniecierpliwieniu ojca i rozdrażnieniu matki."
"Jak wy możecie żyć w tym kraju, wokół bieda, głupota i komuniści. Mam alergię, ale nie na pyłki czy jakieś kwitnące krzewy, mam alergię na głupotę. Nie mógłbym tu mieszkać. W Polsce głupota kwitnie niezależnie od pory roku."
Takich wyłapanych ulubieńców mam o wiele więcej, a książki jeszcze nie skończyłam czytać. I to jest właśnie przykład jednego z ogromu możliwości czerpania inspiracji. "Dom tęsknot" jak najbardziej polecam!