17 września 2014

Sobota jak pechowy piątek trzynastego

To był sobotni, ciepły, wrześniowy wieczór. Teraz coraz wcześniej robi się ciemno, niestety. Nie lubię tego, dzień trwa zbyt krótko, by zrobić wszystko, co się zamierza. Tak jakby później nie było na to czasu, jakby godzina 16 przechodziła w 22, mimo, że poza ciemnością za oknem nie zmienia się nic. Wracaliśmy do domu, było tak spokojnie. Lubię podróżować, choć nocami zawsze mam jakąś obawę. Bo przecież noc kryje w sobie tak wiele, tak bardzo trzeba zdać się na wyobraźnię (a może chodzi o to, żeby jednak tego nie robić?), mimo szeroko otwartych oczu, nie widzimy nic.

- Niedługo znowu będzie rondo. Które to już? Piąte? Szóste? Do Ciebie tyle kółek trzeba robić, ja nie wiem... - powiedział z uśmiechem, mając na myśli: "lubię Ci dokuczać, bo wtedy masz to spojrzenie, które uwielbiam".

Chwilę później nie miałam pojęcia co się stało, jakbym straciła pamięć na dwie sekundy. Zauważyłam, że jedziemy prosto na to cholerne rondo. Na szczęście nie stracił zimnej krwi, gwałtowanie wyhamował, usłyszałam pisk opon odbijających w prawo. Wróciliśmy na prostą, jedziemy dalej, już bez żadnego kolejnego okrążenia, to było ostatnie. Wszystko skończyło się dobrze. Co za ulga.

- Nie sądziłem, że to tak blisko, naprawdę.

Wtedy serce podeszło mi do gardła, rzadko przytrafiają mi się takie sytuacje, dlatego kompletnie nie radzę sobie z emocjami. W głowie niby pustka, a jednak chaos tylko jednej myśli "o mój Boże, o mój Boże, o mój Boże", jakbym miała włączoną opcję "powtarzaj". Co by było gdyby szybko nie zareagował? Całe szczęście, że jest bardzo dobrym kierowcą. Przecież każdemu może się to zdarzyć, nawet najlepszym.

- Przestraszyłaś się? - zapytał, chwytając mnie za rękę.
- Tak. Trochę. (bzdura, byłam przerażona!)
- Ja też. Przepraszam.

Spojrzałam w okno i zobaczyłam obraz sprzed 11 lat. Zima, czekałyśmy z koleżanką na autobus do szkoły. W między czasie jechała kobieta z dwójką naszych wspólnych koleżanek, zabrała nas. Do podstawówki samochodem jest 5 minut drogi, zimą troszkę więcej. W pewnym momencie na prostej wpadliśmy w poślizg, ona nie potrafiła zapanować nad kierownicą. Wylądowaliśmy w rowie, na dachu. Mało brakowało, a uderzylibyśmy w drzewo. "Miałyście dużo szczęścia" - pamiętam jak dziś słowa osób, które nas wyciągały ze środka zgniecionego auta. Ten jeden jedyny raz byłam pewna, że nie wyjdę z tego żywa.

Patrzyłam na ten obraz i pomyślałam, że po raz kolejny miałam więcej szczęścia niż zwykle. Jednak strach w obu sytuacjach był taki sam, ale zachowanie pozorów, że wcale tak bardzo się nie przestraszyłam, wyszło mi mistrzowsko. Czułam tylko jak wali mi serce, aż dziwne, że nie wyskoczyło. Ale byłam coraz spokojniejsza... przecież kilka kilometrów od domu już nic nie może się wydarzyć. Chociaż nigdy nie ma pewności, że co zdarzyło się raz, nie zdarzy się znowu, prawda?

W radiu leciała jedna z moich ulubionych piosenek Strachy Na Lachy:

"Dzień dobry, kocham cię,
już posmarowałem tobą chleb,
dzień dobry, kocham cię,
nie chcę cię z oczu stracić, więc
jeszcze więcej (...)"

Pozwoliłam sobie odpłynąć, zamknęłam oczy, by całkiem pozbyć się lęku, opanować myśli, opanować siebie. Nie było mi to dane. Nagle poczułam szarpnięcie, odbicie w lewo i powrót na właściwy pas. "Co do cholery?!" - myślę i pytam:

- Co się stało?
- Nie widziałaś?
- Ale czego? - gdzieżbym mogła cokolwiek zobaczyć w momencie, w którym próbowałam się uspokoić.
- Jakiś pijaczyna leżał w połowie na jezdni. Poszedłbym siedzieć za cudzą głupotę. Aż mi adrenalina  skoczyła. - zauważyłam, że tym razem na serio się zdenerwował.

To był bardzo krótki odcinek drogi niezabudowanej, bez jakiegokolwiek oświetlenia. Pan zalany w trupa (jak to brzmi w tej sytuacji) nie posiadał odblasków, choć powinien, ale czego można wymagać... zdziwiłabym się, gdyby było inaczej.

Drugi raz w ciągu 20 minut.

- No tak, przecież dziś jest 13-ty. Podobno pechowy. - wydusiłam, gdy tylko dotarliśmy na miejsce, zanim poszedł zapalić.
Jednak z drugiej strony to szczęście w nieszczęściu, jakby nie było. Za każdym razem mogło się skończyć źle, a nic takiego się nie wydarzyło. Więc ten 13-ty nie do końca był taki pechowy.

Później, gdy wracał do domu, martwiłam się, żeby czasem znów mu coś na drodze nagle nie wyskoczyło. Z niecierpliwością wyczekiwałam jakiegoś znaku życia. Kamień spadł mi z serca, gdy dostałam sms, że dojechał spokojnie, bez żadnych niespodzianek. Mogłam spokojnie iść spać, dziękując Bogu, że ten dzień dobiegł końca.

Nienawidzę takich chwil, gdy czuję, że ona tu jest. Gdy jej nie widzę i nie wiem, czy się pojawi, czy zabierze mnie ze sobą czy da sobie spokój. Gdy mam ją w głowie, w swoich najciemniejszych myślach. Całe szczęście była tylko przelotem, mimochodem, jakby swój cel miała zupełnie gdzieś indziej, zostawiając po sobie ślad w postaci skołatanych nerwów.

Życie może się skończyć w każdej chwili, nieoczekiwanie, a my i tak tego życia nie potrafimy docenić. Robimy to, gdy czujemy, że je tracimy. A dlaczego nie wtedy, gdy nie mamy tego poczucia straty? Pięć razy napisałam "szczęście" w kontekście, że dobrze, że żyjemy. Dlaczego więc o tym zapominamy? Że dobrze jest żyć?

"Budząc się rano, pomyśl, jaki to wspaniały skarb żyć, oddychać i móc się radować." - Marek Aureliusz

60 komentarzy:

  1. Życie to największy dar, jaki posiadamy. Dlatego dobrze jest czerpać z niego każdego dnia, ja np. nauczyłam się wstawać wcześniej. :) Czasem sobie wręcz myślę, że szkoda życia na spanie :P Dobrze jest planować sobie dzień, zasypiać z myślą, że został dobrze spełniony, że wniósł coś ważnego do mojego życia :) Dlatego dobrze jest starać się myśleć nie o niej właśnie, ale o tym, by czerpać jak najwięcej, ryzykować, szukać przygód i żyć każdym dniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, chodzi o to, by jak najlepiej wykorzystać każdy dzień, żeby przed pójściem spać powiedzieć sobie, że "tak, to był dobry dzień" :) ale trzeba doceniać drobiazgi, zwykły uśmiech do sąsiadki, dobre słowo, uczynek, niestety, w tym biegu łatwo można o tym zapomnieć. Na szczęście my o tym pamiętamy i to się liczy :)

      Usuń
    2. I właśnie najważniejsze jest, żeby o tym pamiętać. Jasne, że zdarzy się zapomnieć, ale dobrze wtedy jest "odświeżyć" sobie pamięć :)

      Usuń
    3. Ja nie znam osoby, której by się nie zdarzyło zapomnieć, bo to przecież normalne przy życiu w ciągłym biegu :) ale tak jak piszesz, dobrze jest sobie przypomnieć, to jest najważniejsze :)

      Usuń
    4. Więc jak przyjdzie co do czego, to będziemy sobie przypominać ;)

      Usuń
    5. Tak jest! :) a jakby z tym szło opornie, to łopatą do łba będziemy tłuc :D

      Usuń
    6. Czasem trzeba dobitnie :D

      Usuń
    7. jak my się rozumiemy xD

      Usuń
  2. no, takiej sytuacji podwójnie to bym się nie spodziewała... też miałam wypadek, na szczęście leżeliśmy w rowie bokiem, nie do góry nogami.
    a życie jest tak zaplanowane, że często nie ma nawet czasu się nim cieszyć! może pobawię się w 100happy days, nie wiem czy bym podołała ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko się jednej spodziewać, a co dopiero dwóch :) jak doszło do tego wypadku?
      Też prawda, człowiek zabiegany, zmęczony, to i nie ma siły i czasu docenić tego życia. A o tym projekcie 100 happy days kiedyś myślałam, chciałam się tego podjąć, ale jakoś też nie wiem :P

      Usuń
    2. krawężnik był trójkątny - wiesz o co mi chodzi? xD przy tym lał deszcz, matka wpadła w poślizg i jak wjechała na krawężnik, to już nie mogła się wydostać i prosto do rowu, potem w znak. ale nic się nam na szczęście nie stało.
      właśnie, jak się siedzi w szkole, czy w pracy... ja np do 16.30, a do domu łapię autobus a czasem chcę zostać w mieście także jak wracam to padam na twarz, a rano znowu do roboty. ehh
      mogłoby być 100 happy days co dwa dni, bo codziennie to przesada :D

      Usuń
    3. mniej więcej wiem :D mój brat pracuje przy budowach dróg i go podpytałam trochę :D o kurcze, niedobrze :( najważniejsze, że wyszliście z tego cało!
      czyli praktycznie nie masz chwili dla siebie, co? i jak tu się cieszyć?
      wiesz co... mam kilka znajomych, które się w to bawią i one nie stosują się stricte do tych określonych zasad, że codziennie zdjęcia trzeba wstawiać, po prostu robią to, gdy mają taką okazję, gdy trafia im się taki wyjątkowo szczęśliwy dzień :) czyli nie 100 happy days dzień po dniu, tylko takie przerywane :p ale happy days to happy days, co nie? :D

      Usuń
    4. nie wiem, czy takie krawężniki są często spotykane, bo zwróciłam uwagę ten jeden raz hehe;p
      dzisiaj się cieszę, bo mam wolne!;D
      no dokładnie, ważne żeby utrwalić te happy days, może być i 200, a nie 100! :D

      Usuń
    5. ja zawsze myślałam, że wszystkie krawężniki są takie same :D
      o to super! :D i jak Ci mija wolny dzień? :)
      właśnie, byleby było, nieważne czy codziennie, ważne, że jest pamiątka :D

      Usuń
  3. Dla mnie sobota 13-stego była najszczęśliwszym dniem :) Ale oczywiście takie sytuacje się zdarzają niestety jak u Ciebie w notce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie cały dzień też był dobry, zaliczam go do udanych, tylko ten wieczór trochę namieszał, ale... no, bilans wyszedł dodatni :)

      Usuń
    2. Różnie jest, ale jeśli to piątek to bywa różnie niestety.

      Usuń
    3. Piątek, nie piątek, może być różnie w każdy dzień. Ja tam w zabobony nie bardzo wierzę, ale przezorny zawsze ubezpieczony :)

      Usuń
    4. No ja też zbytnio nie wierzę w takie rzeczy, zawsze może być taki piątek trzynastego niezależnie od dnia i daty.

      Usuń
    5. Dokładnie, nigdy nic nie wiadomo, a przesądy są po to, by ludzie mieli w co wierzyć, ot co :)

      Usuń
    6. Przypomniała mi się taka historyjka teraz z moją mamą. Pamiętam jak zmieniała auto i dostała zastępcze a wybierała się na zakupy, był październik. No i wjechała w drogę, gdzie był zakaz ruchu, ale była możliwość dojazdu. Dojeżdżała do ronda, a akurat przed stała policja no i ją zatrzymali z racji tego, że był zakaz. Wysiadła z auta, nie zaciągnęła ręcznego, auto odjechało i ona i policjanci musieli za nim biegnąć, żeby go zatrzymać. ;)

      Usuń
    7. To niezłą przygodę miała mama :) wtedy na pewno nie było jej do śmiechu, ale teraz jak to wspomina, to chyba na luzie? ;> a tak w ogóle to udało im się zatrzymać auto? :)

      Usuń
    8. Oj było dużo śmiechu, ale udało się auto złapać, więc nie doszło do kolizji.

      Usuń
    9. więc skończyło się dobrze, całe szczęście :)

      Usuń
    10. No właśnie, też tak myślę :)

      Usuń
  4. Zdecydowanie- życie jest darem, każdy dzień, każda chwila tylko cóż..niestety, my, ludzie bardzo często zapominamy o wspaniałych rzeczach, dniach jakie nam się zdarzają. I tylko czasem właśnie w obliczu złego, tej śmierci, o której pisałem u siebie, możemy nagle widzieć w pełni. Możemy jej nienawidzić, jej bliskości, obecności...ale ona jest i pozwala. Pozwala widzieć i wiedzieć, jakimi nieraz jesteśmy farciarzami wręcz.
    Ale...zapominanie właśnie jest też ludzkie. A ileż razy zapominamy o szczęściu miłości, szczęściu tego, że mamy przyjaciół? Nie zapominamy tylko o życiu, ale o rzeczach w nim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nie potrafimy cieszyć się z małych rzeczy, a to one sprawiają, że doceniamy to, co mamy. Ale właśnie dopiero, gdy możemy stracić życie, odejść z nią, wtedy otwierają nam się szeroko oczy i dostrzegamy te drobiazgi, dzięki którym się uśmiechamy, które czynią nasze życie pięknym.
      No tak, mamy prawo zapominać, w ciągłym biegu, braku czasu, zapominamy o wielu rzeczach, które są równie cenne, jak samo życie. I nie ma w tym nie złego, o ile potrafimy zdać sobie z tego sprawę, starać się zapominać rzadziej i dbać o te wartości. :)

      Usuń
    2. Bo tak naprawdę, jak się zastanowić, to życie składa się właśnie z drobiazgów wszelkiego rodzaju. Tzw. rzeczy wielkie to tylko ich suma, którą zauważamy po dłuższym czasie, gdy chyba się jako tako zbierały, takie odnoszę często wrażenie.
      Otóż to:)

      Usuń
    3. Dokładnie :) wszystkie te nasze duże sukcesy, marzenia, cele nie spełniłyby się, gdyby nie te małe szczegóły, kroki, które nas do tego prowadziły, od nich wszystko się zaczyna :)

      Usuń
    4. Ale też i jak powiedział niegdyś Hannibal, wielki wódz co na słoniach zapylał przez Alpy "nie bój się zrobić wielkiego kroku, bo nie sposób pokonać przepaści dwoma małymi". Trzeba chyba w życiu umieć rozróżniać, kiedy jakiego kroku nam potrzeba. To chyba nieraz najcenniejsza nauka, nauka mądrości wyboru.

      Usuń
    5. Coś w tym jest... w sumie wielkie rzeczy nie dzieją się tylko dzięki tym szczegółom, niektóre wielkie rzeczy po prostu są wielkie od początku. Czasem trudno jest wiedzieć, jaki krok powinniśmy wykonać i albo stoimy w miejscu próbując się dowiedzieć albo się cofamy. Dlatego masz rację, to cenna nauka :)

      Usuń
  5. Zawsze trzeba mieć oczy szeroko otwarte, bo nie wiadomo co czycha na nas na drodze. Dobrze, źe tak to wszystko się skończyło. Trzeba po prostu doceniać to co się ma i nie marudzić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. Chociaż czasem jak człowiek jest zmęczony, to już nie bardzo kontaktuje... ale wtedy zmęczenia nie było, więc się udało :) Czasem nawet jak się docenia, to i tak się marudzi :p

      Usuń
    2. Bo to już taka natura człowieka :P

      Usuń
    3. Niestety ;p ale z drugiej strony, bez marudzenia byłoby nudno ;p

      Usuń
    4. No tak masz rację a tak to ktoś musi nas wysłuchać :P

      Usuń
    5. dokładnie ;p no i ulżymy sobie trochę przy okazji ;p

      Usuń
    6. Ale najgorsze jest marudzenie w samotnosci, bo konca nie widac :P

      Usuń
    7. Na razie nie mam tego problemu a ty?

      Usuń
    8. Ja mam czesto, najgorzej jest jednak jak mam bardzo zly dzien i zly nastroj i nie mam komu ponarzekac :P

      Usuń
  6. Dobrze, że nic wam się nie stało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ano, całe szczęście, że na strachu się skończyło :)

      Usuń
    2. mam nadzieję, że więcej takich przygód nie będzie ;D

      Usuń
    3. też mam taką nadzieję, to nie na moje nerwy :p

      Usuń
    4. podziwiam, ja bym chyba sie poryczała ze strachu i w ogole :P

      Usuń
    5. nie ma co podziwiać, jestem bojna dupa tak naprawdę ;p

      Usuń
    6. serio? to mamy podobnie :P

      Usuń
    7. niestety serio :D ja się wszystkiego boję, wszystko mnie przestraszy, nawet kiepskie horrory budzą we mnie strach :P

      Usuń
    8. dlatego ja nie oglądam horrorów ;D

      Usuń
    9. ja oglądam, ale bardzo rzadko i nigdy sama :P

      Usuń
    10. W sumie to sie nie dziwie :p

      Usuń